Pamięci Waszych czworonogów

Jak poradzić sobie po stracie swojego przyjaciela

2011-11-27 01:45:57, komentarzy: 18
Jak poradzić sobie po stracie psa?
Zwierzęta, które odeszły na zawsze pozostaną w naszej pamięci. To na ich cześć ustanowiono nieoficjalne święto - Zwierzęce Zaduszki, czyli Dzień Pamięci o Zmarłych Zwierzętach. I nie jest to żadna fanaberia, w końcu często czworonogi traktowane są jak członkowie rodziny.

Żałoby, czyli naturalnego stanu żalu i poczucia straty po odejściu ukochanego zwierzątka, nie da się oszukać, ją trzeba po prostu przeżyć. Ale jak to zrobić? Każdy z nas radzi sobie na swój sposób, próbując ukoić ból serca.

Nigdy więcej psa!

Niektóre osoby cierpią po śmierci ukochanego zwierzęcia tak bardzo, że obiecują sobie, iż było ono ostatnim, jakie mieli w życiu. Nie chcą znów narażać się na cierpienie, jakie towarzyszy nieuchronnemu odejściu przyjaciela. A przecież, z uwagi na długość życia naszych pupilków, możemy z duża dozą prawdopodobieństwa uznać, że kolejny pies czy kot odejdzie od nas i znów pozostawi nam ranę w sercu...

– Kiedy przeżyłam odejście mojego psa, postanowiłam, że nigdy więcej – mówi pani Małgorzata. – Nie chciałam fundować sobie kolejnej takiej sytuacji. W końcu jednak zdałam sobie sprawę z tego, że moje motywacje wynikają, tak naprawdę, z czegoś w rodzaju egoizmu. Przecież życie niesie ze sobą i dobre, i złe chwile. Przed tymi złymi nie można w nieskończoność uciekać. O ile uważam, że w przeżywaniu żałoby jako takiej nie ma nic dziwnego – każdy musi przebyć jakiś tam okres żalu – to już postawa ucieczkowa nie wydaje mi się zdrowa. Zastanawiałam się nad tym i pomyślałam, że może to mój stosunek do śmierci wymaga głębokiego przemyślenia... Jest tyle psów potrzebujących domu, że zawsze będziemy mieli do czynienia z sytuacją typu "coś za coś": mój nieuchronny ból przeciwstawiony kilku czy kilkunastu latom dobrego życia, jakie mogę zapewnić jakiemuś zwierzakowi. Na dodatek w tym czasie ja też przecież będę się cieszyć jego towarzystwem. Wybór jest dość oczywisty.

Zapełnić pustkę

Są też ludzie, którzy nie wyobrażają sobie życia bez psa - bez stukotu pazurów na podłodze, spacerów, milczącej psiej obecności w mieszkaniu... Czasem bywa tak, że w drodze z lecznicy, w której pożegnali się na zawsze z przyjacielem, zbaczają do najbliższego schroniska, azylu, przytuliska i... wracają do domu z nowym psem czy kotem.

Jest to jakieś rozwiązanie, choć może nieść ze sobą pewne problemy. Oczywiście najbardziej niebezpieczna jest sytuacja, w której mieliśmy w domu zakaźnie chorego psa; wprowadzanie do mieszkania nowego zwierzęcia może być po prostu niebezpieczne. Mogą też się zdarzyć pewne zawirowania emocjonalne. Stukot pazurków po podłodze nie będzie TYM stukotem – będzie brzmiał inaczej! Nowy psiak na spacerze nie będzie umiał przychodzić na wołanie, będziemy musieli go tego dopiero nauczyć. Poprzedni pies chętnie bawił się piłką, nowy przybysz nie ma ochoty na takie zajęcia. I tak dalej, i tak dalej.

Odwieczne pragnienie ludzkości, aby zatrzymać albo wręcz odwrócić czas nigdy się nie spełni – my też musimy się pogodzić z myślą, że nasz ulubieniec nie wróci, nie uda się go zastąpić innym psem. Ale możemy sobie powiedzieć, że oto właśnie zaczynamy nową przygodę, nowy rozdział w życiu z tym nowym psem – i wtedy wszystko powinno być w porządku. Powinno... bo niekiedy nie jest to takie proste.

Czemu nie jesteś Reksem?

Nie ma nic złego w fakcie, że chcemy przeżywać okres żałoby, odsunięcia od świata, zwłaszcza od świata... zwierzęcego. Pewien bardzo przywiązany do swojego poprzedniego psa pan dostał po miesiącu od jego śmierci psiaka tej samej rasy – "na otarcie łez".

Mimo, że był miłośnikiem rasy i w ogóle bardzo lubił zwierzęta, nagłe przerwanie okresu żałoby nie wyszło na dobre ani jemu, ani nowemu psiakowi. Mimo woli bowiem doszukiwał się cech poprzedniego psa w tym młodym, nowym. A przecież to był całkiem inny zwierzak, z własną osobowością, z zespołem niepowtarzalnych, tylko jemu przynależnych cech!

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • MAREK 18:16, 19 kwietnia 2018

    Moja kochana NIUNKA odeszla-zmarla 2 kwietnia przytulona do mnie!!!! Ratlerek miniaturka. Zawsze patrzyla we mnie ,jak w obraz az inni sie dziwili!! Ufala mnie!!! Ja zaufalem weterynarzom a oni zamordowali moja KOCHANA ISTOTE!!!!!WYJE CALY CZAS!!!Won z niedouczonymi polskimi weterynarzami!!!!! Po Jej smierci mialem dwa telefony od weterynarzy/znajomi/z Hiszpani i Irlandii- byli w szoku jak dowiedzieli sie o tym jak weterynarz w Polsce potraktowal moja NIUNIE!!!!Niedouczeni,popieprzeni polscy weterynarze! /nie wszyscy ale wiekszosc!!!/

    Odpowiedz
  • Madzia 21:40, 15 stycznia 2018

    Dziś Dodo cudowny pies wyruszył w podróż na tęczowy most żył tu z nami 14 lat 4 miesiące i 15 dni,tam będzie szczęśliwy i znów będzie miał zdrowe serce.On tam na mnie będzie czekał.DODO był moim spełnionym marzeniem.Byliśmy sobie przeznaczeni.Szczęście mnie spotkało wielkie przeżyć z nim różne przygody.Nikt tak nie kochał mnie bezgranicznie jak Dodo.Kocham mojego piesia najbardziej na świecie.Uwielbiałam jak trącał mnie swoim pięknym nosem.Madzia

    Odpowiedz
  • MAREK 18:22, 19 kwietnia 2018

    On bedzie tam na teczowym moscie na Ciebie czekal!!! A moze obecnie w jakis sposob daje Tobie znac ze ze jest, tylko tego w tym swiecie nie zauwazasz???? Pozdrawiam. MAREK.

    Odpowiedz
  • Aga 16:11, 4 października 2017

    Moja ukochana sunia, którą bardzo kocham i jest mi bardzo ciężko po jej stracie, odeszła wczoraj. Spedzilysmy razem 12 pięknych lat, dziękuję Ci za nie. Bardzo Cię kocham i zawsze będziesz w moim sercu. Śpij kochanie i niczego się nie bój.

    Odpowiedz
  • Ina 23:57, 12 sierpnia 2017

    1 sierpnia odszedł ode mnie mój największy przyjaciel, moja największa psia miłość, odszedł i zostawił mnie samą..Dziękuję Ci Vigusiu za nasze wspólne 13 najpiękniejszych lat..Teraz życie nie będzie już takie same.. Mam nadzieję, że Tam w psim niebie już nie cierpisz.. w końcu biegasz szczęśliwy z innymi psami i czekasz na mnie.

    Odpowiedz
  • Kierka 10:12, 6 sierpnia 2017

    Dzisiaj została uśpiona moja kotka z powodu białaczki. Byłaś moją najlepszą przyjaciółką, wciąż nie wierzę, że już Cię tu nie ma. Dziękuję ci, że byłaś. Dziękuję za Twoje wszystkie nawyki i zachowania, które rozbawiały rodzinę. Nie zasłużyłaś sobie na taki wyrok.

    Odpowiedz
  • Halina 18:47, 12 lipca 2017

    KOCHANY lAKI PRZEPRASZAM ZA MOJE ZANIEDBANIA ZAWSZE BĘDĘ CIEBIE MNIAŁA W SWOIM SERCU.ZMARŁ 9LIPCA 2017 W WIEKU NIECAŁYCH 10-LAT.

    Odpowiedz
  • Halina 18:39, 12 lipca 2017

    Mój kochany Laki zmarł w niedziele, przyszłam ze spaceru Laki zwymiotował myślałam ze od trawy która jadł zaniosłam go na jego posłanie zajełam się obiadem zapomniałam całkiem o wszystkim.Laki mnial picie i jedzenie obok siebie po obiedzie poszłam spać maż mnie obudził poszłam do mojego pieska już nie żył.Był obsiusiany i z kupą mam wyrzuty że zwrócilam na to uwagi że mniał zwiotczałe ciało zwisajacy łepek nie przyszło mi do głowy że coś mu zagraża od póltora roku leczyłam go na stawy. Nie wiem dlaczego odszedł dostawał codziennie leki bo bez nich by nie chodził na jedną łapkie kulał mniał prawie 10-lat nie daje rady ciagle widzę jego oczy.

    Odpowiedz
  • andrzej 10:41, 8 lipca 2017

    Pamięci Mikiego .byles mój piesku wszyskim co miałem nigdy nie zraniłeś zawsze kochałes bardzo duźo czasu spędzaliśmy razem psoty i zabawy nieraz nas zmęczyły wszystko bylo piekne ale się skonczyło wracam wspomnieniami do tych pięknych chwil gdy graliśmy piłką zawsze wygrywałeś gdy tak myśle sobie miałeś dobre lecz nowotwór wygrał obu nas pokonał zostałem bez ciebie zyc jakoś trzeba lecz mysli o tobie do mnie wćąsz wracaja mówią że piesek rani czlowieka tylko raz wtedy kiedy odchodzi kiedy jest ten czas ty mnie nie zraniłeś tylko opóściłeś ZEGNAJ MIKI MÓJ KOCHANY myśle że kiedyś śię spotkamy

    Odpowiedz
  • Ewa 18:20, 10 marca 2016

    Wczoraj odeszła nasza ukochana Kajusia, miała 13 lat. Teraz juz śpi spokojnie w swoim ukochanym ogódku , w którym spędziła tle pięknych chwil na zabawie, witaniu sąsiadów, pogoni za nieproszonymi kotkami i ptakami, Śpi w swoim kocyku z ulubionymi zabawkami obok. A nam pozostały tylko łzy, smutek i piękne wspomnienia z dalekich wypraw, spacerów i zycia pełnego przygód. Kajusia miała piękne życie w naszym domu, została wzięta ze schroniska i cieszę się, że mogliśmy podarować jej te 13 lat życia w otoczeniu naszej miłości.Dziękuję Kajusiu Ci za Twoją bezwarunkową miłość a nasze łzy niech bedą dla Ciebie naszym podziękowaniem za te 13 lat przyjaźni.

    Ewa i Mirek
    Agata i Mateusz

    Odpowiedz
  • BARBARA 21:22, 2 maja 2014

    „Jest w Niebie miejsce zwane Tęczowym Mostem. Kiedy umiera zwierzę szczególnie komuś bliskie, trafia właśnie tam. Są tam łąki i wzgórza, całe przeznaczone tylko dla naszych pupili, gdzie mogą biegać i bawić się razem. Zawsze jest tam dostatek jedzenia, wody i słońca, więc jest im ciepło i przyjemnie. Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare, odzyskują tam młodość i wigor. Kalekie odzyskują pełnię sił i sprawności, są takie, jakie je pamiętamy z minionych czasów.
    Wszystkie są tam bardzo szczęśliwe, ale brak im jednej rzeczy: każde z nich tęskni pewną wyjątkową osobą, która została na Ziemi.
    Zwierzęta całymi dniami biegają i bawią się, aż przychodzi taki dzień, kiedy jedno z nich nagle zatrzymuje się i patrzy w dal. Jego wzrok jest skupiony, a ciało drży. Nagle zaczyna biec oddalając się od grupy, mknie ponad zieloną trawą, a jego łapy poruszają się coraz szybciej i szybciej.
    Zauważył Cię!
    Kiedy nareszcie Ty i Twój przyjaciel spotykacie się, tulicie się do siebie z całych sił, aby już nigdy się nie rozstać. Na Twoją twarz spada deszcz pocałunków i znów spoglądasz w ufne oczy swojego pupila, który tak dawno odszedł z Twego życia, ale nigdy nie opuścił Twego serca...
    Później przemierzacie Tęczowy Most już razem...”

    Odpowiedz
  • Sylwia 1:48, 27 listopada 2011

    Zawsze kiedyś przychodzi ten dzień,

    w którym Twój przyjaciel spogląda Ci w oczy po raz ostatni

    i nawet Twoja miłość,

    chociażby była najsilniejsza nie jest w stanie tego zmienić...





    Śmierć psa ...



    Każdy właściciel psa wcześniej czy później zetknie się z problemem śmierci ulubieńca oraz jej konsekwencjami. Niestety, życie psa jest dużo krótsze od ludzkiego – przeciętnie około 15 lat; rzadko udaje im się dożyć wieku 18 – 20 lat. Psy rasowe żyją z reguły krócej niż kundle – wszystkie zaś o wiele za krótko w stosunku do naszych potrzeb, natomiast wystarczająco długo, żeby wytworzyć trwałą więź, wystarczająco mocną, aby ich odejście uczynić prawdziwą torturą. Szczególnie bolesny jest fakt, że zazwyczaj trzymamy psa od szczenięcia; jesteśmy świadkami jak rośnie i dojrzewa, jak z naszą pomocą odkrywa świat i swoje w nim miejsce. Przeżywamy niemal te same problemy co z dziećmi, bo a to ząbkowanie, a to za słaby apetyt / za dobry apetyt, tu oparzył nos, tu kuleje, bo ktoś mu nastąpił na łapę, tu pogryzł skarpety pana lub - gdy jakaś gapa zapomniała zamknąć szafkę w przedpokoju - ostrzył sobie zęby na butach, z niewiadomych powodów wybierając same lewe, za to z dziesięciu różnych par.

    I tak, jak przywiązujemy się do własnych dzieci, tak samo przywiązujemy się do szczenięcia, które stosunkowo szybko wyrasta na dorosłego psa, będącego pełnoprawnym członkiem rodziny, a jego potrzeby traktowane są tak samo, jak każdego innego domownika. Dostosowujemy harmonogram dnia ,,bo z psem trzeba wyjść’’, wcześniej wracamy z imprez, żeby nie był sam w domu, planując urlop – przede wszystkim sprawdzamy, czy w danym miejscu akceptują psy.

    Wszystko układa się dobrze, aż pewnego dnia zauważamy, że nasz czworonożny towarzysz nie jest taki, jak był do tej pory – że coś się zmienia. Staje się mniej energiczny, bardziej leniwy, dużo śpi i tak jakby miał kłopoty z linieniem, bo coraz więcej sierści zostaje na meblach i dywanach. I dopiero widok siwizny na psim pysku uzmysławia nam, że nasz pupil nie jest już nastolatkiem, a raczej jest – ale w sensie dosłownym, czyli w przeliczeniu na psi wiek to już staruszek. Jego lenistwo i wygodnictwo to efekt typowych chorób wieku starczego: reumatyzmu, niewydolności serca, zaburzeń trawiennych. Nagle zaczynamy zdawać sobie sprawę z przerażającego faktu, że nasz pies nie będzie z nami ,,na zawsze’’.

    Nasz pierwszy odruch to bunt: nie, to niemożliwe, pewnie mu coś zaszkodziło, on nie jest jeszcze taki stary. Prowadzimy psa do weterynarza i podejrzenie staje się faktem. Lekarz wylicza długą listę psich dolegliwości, dodając podejrzane zgrubienie wokół wątroby, sugerujące zmiany nowotworowe. Na koniec słyszymy: ,, Cóż, sądzę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby uśpienie go”. Na rozpaczliwy protest, że może jest jakiś sposób, może zastrzyki, może operacja... słyszymy krótkie: ,,to nie ma sensu”.

    Konieczna jest tutaj mała dygresja: to, w jaki sposób lekarz zakomunikuje nam nieraz dramatyczną informację o stanie zdrowia psa i sugestię o ewentualnym uśpieniu, zależy wyłącznie od jego wrażliwości i nie ma nic wspólnego kompetencjami. Większość weterynarzy zakłada, że ich zadaniem jest dbałość o zwierzęta, a właściciele sami mają sobie radzić. A beznamiętna propozycja uśpienia nie wynika z jego obojętności ale z wiedzy i doświadczenia, które mówią mu, że w danym przypadku byłoby to tylko odwlekanie nieuniknionego i niepotrzebne przedłużanie cierpień zarówno psa jak i jego opiekuna. Ponadto weterynarze zdają sobie sprawę, że wiele osób nie zdobędzie się na odwagę, żeby przyprowadzić psa specjalnie do uśpienia i – kierując się wyrzutami sumienia, litością, fałszywą nadzieją ,,bo przecież on tak bardzo nie piszczy, więc chyba go nie boli’’ – przedłużają agonię zwierzęcia.

    Każdy chciałby, aby ci, których kocha, żyli wiecznie, a jeżeli muszą umrzeć – to niech to będzie lekka, bezbolesna śmierć: ot, położył się, zasnął i już nie obudził. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej okrutna, zwłaszcza jeśli chodzi o zwierzęta domowe. Żyją one znacznie dłużej, niż w warunkach naturalnych, a to oznacza, że wydłużył im się okres starości. Natura nie przystosowała zwierząt do znoszenia cierpień wieku starczego, dając im w zamian drapieżniki i surowy klimat. W warunkach domowych, gdy pożywienie i schronienie nie stanowią problemu – na pierwszy plan wysuwa się ucieczka od chorób, które nieodłącznie towarzyszą starości. W czasach współczesnych rzadko zdarza się, żeby ktoś umarł po prostu ze starości, zwykle towarzyszy temu szereg tzw. chorób cywilizacyjnych; dotyczy to również psów, zwłaszcza ,,miejskich’’. Wraz ze starczym spadkiem odporności słabnie serce, odzywają się skatowane spalinami płuca, nerki przefiltrowały już tyle chloru, fluoru, kamienia i innych zanieczyszczeń, że usypałby z nich piramidę, a wątroba dawno zgromadziła cały układ okresowy pierwiastków, z metalami ciężkimi na czele. Jeśli dołożyć do tego częste schorzenia nowotworowe i alergiczne – uzyskujemy obraz daleki od złotej jesieni psiego żywota.

    Decyzja o uśpieniu jest bardzo trudna. Oczywiście, nie ma takiej potrzeby, jeśli pies nie cierpi (pamiętajmy jednak, że cierpieć a okazywać cierpienie – to dwie różne rzeczy). Podstawową wskazówką jest jego samopoczucie. Jeśli pies nadal próbuje aktywnie uczestniczyć w ,,życiu rodzinnym’’ wystarczy mu staranna opieka i drobne udogodnienia, typu dodatkowy stopień przy ulubionym fotelu. Jeśli natomiast zaczyna odizolowywać się od otoczenia, zaszywa się na swym legowisku, przestaje reagować na obcych czy zaproszenie na spacer – jest to już sygnał, że musimy ponownie odwiedzić weterynarza a dla naszego towarzysza będzie to prawdopodobnie ostatnia wizyta. Zaczynamy rozpaczliwie szukać wymówek, żeby jej uniknąć. Dręczą wyrzuty sumienia i poczucie winy, bo to niemal jak zdrada i morderstwo za jednym zamachem. Dochodzi do tego strach, że pies przeczuje własną śmierć i co sobie o nas pomyśli w ostatnich chwilach życia. Przypominają się zasłyszane opowieści, jak to psy wyły i próbowały uciekać od weterynarza i jak strasznie cierpiały przy uśmiercaniu. Dla niektórych usypianie psów jest równoznaczne z eutanazją ludzi i widzą tu dylemat natury moralnej. Ale najgorsza jest myśl: ,,Przecież będę musiał przy tym być! Ja tego nie zniosę! Nie mogę patrzeć, jak on umiera!”

    O ile nie ma możliwości, żeby pomóc właścicielowi psa, właściciel może pomóc swemu psu. Pierwsza rzecz, to pozbycie się poczucia winy. Nie usypiamy psa dla naszego widzimisię; robimy to wtedy, gdy pies cierpi i nie ma innej możliwości, żeby oszczędzić mu dalszego bólu. Odpowiedzialność za zwierzę nakłada na opiekuna konieczność podejmowania nieraz trudnych decyzji ale jest to regulowane przepisami prawnymi, a te stanowią jasno, że gdy stan zwierzęcia nie rokuje nadziei na poprawę, właściciel ma obowiązek podjąć wszelkie działania zmierzające do skrócenia jego cierpień.

    Pies nie przeczuwa własnej śmierci, on tylko rozpoznaje nasz lęk i frustrację i na te uczucia reaguje. Jeżeli wiemy, że nasza decyzja jest słuszna, pies również nie okaże strachu. Sam zabieg - przeprowadzony z odpowiednią ilością środka usypiającego - nie jest bolesny i pies zasypia spokojnie z łbem na kolanach właściciela, który dopiero po dłuższej chwili orientuje się, że jego czworonożny przyjaciel biega już po Ostatniej Łące.

    Śmierć kończy cierpienia psa ale dla jego właściciela rozpoczyna się długi i bolesny proces akceptacji straty i powrotu do normalnego życia. Nie ma różnicy, czy pożegnaliśmy bliskiego człowieka czy zwierzę – żal jest ten sam i tylko jego nasilenie zależy od siły wytworzonych między nami więzi. Wiele osób wstydzi się przyznać, że większym wstrząsem była dla nich śmierć domowego ulubieńca niż kochanego, ale rzadko widywanego krewnego. Tymczasem jest to reakcja jak najbardziej naturalna – jeśli nie mamy kogoś na co dzień, jego odejście nie burzy porządku naszego świata.

    Żal po stracie bliskiego przyjaciela (obojętnie, dwu- czy czworonożnego) przybiera różne formy, ale zawsze można wyróżnić kilka następujących po sobie etapów.

    - szok – gwałtowna reakcja, następująca natychmiast po stracie; nie wierzymy w to, co się stało. Nawet jeśli byliśmy przygotowani (starość, choroba), jeśli byliśmy obecni, gdy weterynarz uwalniał go od cierpień - patrząc na martwe ciało naszego psa, nie wierzymy, że to już koniec. Dużo gorzej, gdy śmierć nastąpiła nagle, np. wskutek wypadku lub gwałtownej choroby. Początkowo nie dopuszczamy do siebie informacji, że to się mogło przydarzyć, a gdy powoli zacznie to do nas docierać, następuje etap drugi:

    - gniew – to stadium żalu, trudne do opanowania, zwłaszcza gdy pies śmierć psa była przypadkowa; wyładowujemy frustracji poprzez irracjonalną złość do wszystkich o wszystko. Największe pretensje mamy do tych, których psy żyją i cieszą się dobrym zdrowiem.

    Po wybuchach gniewu przychodzi kolej na trzeci etap żalu:

    - izolacja i zrozumienie – wyczerpanie atakami złości daje o sobie znać i szukamy odosobnienia, zwykle w poczuciu wyobcowania, niezrozumienia przez otoczenie. Powoli dociera do nas, że cokolwiek byśmy nie zrobili – nic nie zmieni tego, co się stało. Nie ma sensu oczekiwać, że jakimś magicznym sposobem czas się cofnie i usłyszymy w nocy znajomy stukot pazurów po posadzce i węszenie pod drzwiami sypialni. Psa już nie ma i nigdy nie wróci. Gdy w końcu dociera do nas prawda o definitywnym rozstaniu z pupilem, rozpoczyna się najtrudniejszy etap:

    - poczucie winy – podczas gdy gniew skierowany był przeciw całemu światu, tym razem obwiniamy siebie. Zaczyna się katowanie ,,gdybaniem’’: ,,gdybym wcześniej zauważył, że jest chory..., gdybym poszedł do drugiego weterynarza..., gdybym nie spuścił go ze smyczy przy ruchliwej drodze...’’. Prawdziwe katusze przeżywają właściciele, którzy usypiali swoje psy – wszystkie wcześniejsze wątpliwości wracają z podwojoną siłą. I chociaż po krótszym lub dłuższym czasie uzmysłowimy sobie, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, nie uchroni to nas przed kolejnym etapem:

    - depresja – w tym stadium jesteśmy już pogodzeni z naszą stratą ale nie z naszym bólem. Zapada twarda decyzja ,,nigdy więcej żadnego psa, drugi raz tego nie zniosę’’. Ból stopniowo przycicha, by co jakiś czas odezwać się gwałtownie, gdy podczas wiosennych porządków natkniemy się na jakieś zapomniane psie zabawki czy zapas kości, przemyślnie poutykanych w zakamarkach szaf.

    Przychodzi jednak czas, gdy zaczynamy tęsknić do normalnego życia. ,,Normalnego’’ – czyli do spacerów przy każdej pogodzie; do radosnych powitań, niezależnie od naszego humoru; do wdzięcznego słuchacza, który nigdy nie sprzeciwia się naszym osądom a przede wszystkim do jedynego w świecie, psiego spojrzenia i jego absolutnej, bezwarunkowej miłości. Znaczy to, że doszliśmy do ostatniego już etapu żałoby:

    - akceptacja – to pogodzenie się z nierozłącznością życia i śmierci. Albo kochamy i ryzykujemy cierpienie albo nie kochamy wcale. W tym przypadku ceną za psie uczucie jest ból, jaki odczuwamy po jego stracie.

    Nie ma żadnych reguł, jak długo człowiek cierpi i ile powinny trwać poszczególne etapy. Jedno jest pewne: taktowne, przyjacielskie wsparcie może pomóc przetrwać najgorszy okres rozpaczy, a właśnie o nie jest najtrudniej. Propozycja prezentu w postaci nowego psa jest równie delikatna co swaty do wdowy podczas pogrzebu męża.

    Ktoś wyraził się dosadnie, że w naszym kraju lepiej jest stracić kochankę niż psa – bo za kochanką to chociaż można popłakać. Dziecko, owszem, ma prawo się mazać – od tego jest dzieciak; stara panna również – bo wiadomo, dziwaczka i histeryczka. Ale żeby dorosły chłop jakieś brewerie wyprawiał z powodu psa? Nienormalny czy co? A niech se kupi drugiego i po krzyku.

    Trzeba przyznać, że na zrozumienie ze strony otoczenia mało kto może liczyć. W Stanach Zjednoczonych, które przodują pod względem różnorodności grup samopomocy, zorganizowane są specjalne wolontariaty telefoniczne dla ludzi, którzy stracili swoich pupili. My chyba na to jeszcze długo poczekamy. Na razie możemy liczyć na zniecierpliwione zdziwienie, że ,,tyle hałasu o starego psa, gdy w kraju bieda i bezrobocie’’. Pozostaje więc wsparcie innych ,,psiarzy’’, z których część ma już te doświadczenia za sobą. I chociaż rzadko przyznają się do własnych uczuć, wiedzą jak dotkliwie boli taka strata.

    Nie mamy wielkiego wpływu na to, jak długie będzie życie naszych ulubieńców, ale tylko od nas zależy jak bardzo będzie ono szczęśliwe ! ! !

    Odpowiedz
  • Karolina 21:30, 1 lutego 2016

    O swoją psinę walczyliśmy do końca. Miała nowotwór w pyszczku, problemy z wątrobą, która stała się niewydolna.Ostatnie dni była na tramalu.... Zdecydowałam z wielkim bólem serca że to chyba już pora. Kochałam ją bardzo, ale kochałam za bardzo żeby pozwolić jej cierpieć bo nie chcę żeby już odeszła. Patrzyła na mnie swoim smutnym okiem i płakała (nie nie wyła, płakała łzami, tak jakby nie chciała jeszcze odchodzić) ciągle prześladuje mnie ten widok. Te smutne oczka. Ale ona co wieczór jęczała z bólu mimo leków, ledwo wstawała i ledwo chodziła. Mimo tego że wiem że skróciłam jej cierpienie nie mogę się pogodzić z faktem,że już jej nie przytulę, nie pocałuję, nie potarmoszę za uszy. Byłam z nią do końca, sama ją pochowałam. I mimo tego że wiem że ona już nie cierpi mam wyrzuty sumienia, że "Zabiłam" ukochanego psa, że sama ją sobie odebrałam. :(

    Odpowiedz
  • Alina 11:11, 3 lipca 2016

    Droga Karolino,po dlugiej i strasznej traumie psychicznej natrafilam na ten post,po przeczytaniu Twojego postu doszlo do mnie ze przezylas to samo co ja,u mnie jest to jeszcze swieze poniewaz uspalam mojego cudownego i kochanego psa amstaffa,byl z nami 11 lat,uzupelnial mi pustke w domu,byl cudowny i wyjatkowy,kochal dzieci i bardzo sie nimi opiekowal,az nagle zaczela puchnac mu tylna lapa,pojechalismy do weta i straszny wyrok,rak kosci nieuleczalny,wet dal propozycje obciecia lapy,lecz w jego przypadku bylo to niemozliwe,poniewaz mial zwyrodnienia kregoslupa i nie poradzilby sobie sam,wiec podjelismy decyzje o leczeniu samozachowawczym,nie zdawalam sobie wowczas sprawy ze to leczenie zakonczy sie w ciagu jednego miesiaca,tempo rozwijania sie choroby bylo zawrotne,lapa puchla coraz bardziej,zaczely sie robic rany otwarte,pies przestal juz chodzic,jesc,pomimo podawanego tramalu trzasl sie z bolu,no i podjeta przeze mnie tak dlugo odwlekana decyzja,uspienie,wyznaczylam date na sobote 18 czerwca,po godz 15,do tego czasu myslalam ze serce mi peknie,a lzy nie znaly umiaru,on patrzal sie na mnie,na wszystko co robilam,tak jak by czul ze to sa ostatnie jego chwile,w domu mamy jeszcze jednego psa o rok starszego,razem sie wychowaly,wiec ten drugi nie odstepowal go w tymdniu na krok,lezal przy nim i lizal mu uszy i lepek,w chwili kiedy juz nastapila ta fatalna godzina i mielismy jechac,on biedny nie chcial wyjsc z domu,a w samochodzie nabral takiej energi ze nie moglam go utrzymac,to bylo straszne,ciagle mam ten widok przed oczyma,poczucie winy i jego spojrzenie kiedy odchodzil.Nie dalam sobie rady sama,bol byl tak ogromny i rozpad psychiki ze musialam isc do lekarza i podjac leczenie,tez czuje sie caly czas jak morderca,ze zawiodlam,ze bylam bezsilna,minely dopiero 2 tygodnie,ja wszedzie go widze i tesknie ogromnie,bol nic nie zmiejsza sie,mam tylko nadzieje ze z czasem zrozumiem to ze nie moglam mu inaczej pomoc,pozdrawiam Cie cieplutko

    Odpowiedz
  • Zofia 17:19, 8 stycznia 2017

    24 grudnia odszedł mój najukochanszy york Frodus.Nie wiem jak żyć. Ból rozrywa mi serce.Frodusiu wróć. Oddam wszystko co mam za chwilę z Tobą.

    Odpowiedz
  • Aleksandra 17:11, 6 lutego 2017

    Pani Zosiu !! Od nas wczoraj odeszła nasz ukochana PSOTKA - jamniczka. Przepraszam nie potrię dużo pisać. Kochalismy ją jak członka rodziny. Przeżyła z nami 16 lat.
    Bądz pewna, psino, że gdy staniesz u drzwi Krainy Wiecznych Snów,
    Nie będzie nigdzie napisane "Prosimy nie wprowadzać psów " !!
    Tam będzie cisza, ciepło,spokój, piłeczka, kości i poduszka,
    Tam będziesz miała własny pokój i nikt cię nie wygoni z łóżka.
    Lecz w tej krainie psiego szczęścia nikt cię nie weżmie na kolana,
    Nikt otwierając drzwi od domu nie krzyknie "Psotuś - chodż, kochana"
    Nikt na dobranoc nie pogłaszcze, nikt na śniadanie nie obudzi...
    Bo na tych drzwiach jest wielki napis:
    "PROSIMY NIE WPROWADZAC LUDZI"


    Ola - Ostrów WLKP.

    Odpowiedz
  • Zofia 19:25, 12 lutego 2017

    Pani Olu mam nadzieję że Frodus i Psotka spotkają się się w tej Odległej Krainie i ze się zaprzyjaznia . My nie możemy się pogodzić ze nasz Frodus musiał odejść.Kochamy Go najmocniej na świecie i codziennie pytamy dlaczego.Nie wiem czy przyjdzie dzień w którym ból będzie choć odrobinę mniejszy.Oddalibysmy wszystko za jedna chwilę z naszym Frodusiem ale wiemy że to niemożliwe.Pozdrawiam i życzę siły.

    Odpowiedz
  • Mag 19:30, 27 marca 2017

    Nie potrafilabym sama lepiej ująć tego co czuje w tej chwili-dzięki za mądre slowa...

    Odpowiedz

Wyszukiwarka

Brak kategorii

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW