Opowiadania

Wszystko zdarzyło się wtedy, gdy Noe zbudował arkę, aby ocalić swoją rodzinę i zwierzęta przed potopem. Dwa psy, które znalazły się na okręcie, były mądre i odpowiedzialne, toteż Noe powierzył im misję czuwania nad bezpieczeństwem wszystkich. Któregoś dnia patrolujące arkę psy zobaczyły, że w poszyciu utworzyła się niewielką dziurka i okręt przecieka. Dziurka była maleńka, ale to wystarczyło, aby woda dostawała się do środka, grożąc zatopieniem arki. Jeden z psów pobiegł po pomoc, drugi zrobił coś niesłychanie bohaterskiego i przebiegłego. Wetknął nos w dziurę, zatykając ją szczelnie. Zanim przybiegł Noe z synami, aby zreperować uszkodzenie, pies cierpiał okropne katusze, nie mogąc nawet złapać oddechu, ale jego brawurowa akcja uratowała arkę przed zatonięciem. Właśnie wtedy Bóg podarował psu mokry, zimny nos, jako swego rodzaju honorową odznakę, która miała po wieczne czasy przypominać światu o jego odwadze i oddaniu.
DLACZEGO PAN BÓG DAŁ CZŁOWIEKOWI PSA?

"Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł Diabeł: - Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan. - Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu. - I co z tego - prychnął Diabeł - nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY. Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział: - Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce. - To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł.
Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA. - Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi. - Dobrze - odparł dobry pies. - Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola. Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo.... - Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie? - Właśnie o to chodzi. - Jak to? - zdumiał się pies. - Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu. Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.
I w ten sposób Pies stał się aniołem, który przybrał skórę zwierzęcia i trafił na ziemię, aby uczyć Człowieka miłości, wierności i przyjaźni, ale także przemijania. Nauczyć, że jest TU i TERAZ, ale także TAM i POTEM..."
OPOWIADANIE O WIELKIEJ PRZYJAŹNI

Wszystko zaczęło się tak dawno, że nikt nie jest w stanie powiedzieć ile wieków temu. Niemal cały świat porastał prastary las, pełen tajemnic, które próżno chcieliby poznać dzisiejsi naukowcy. W samym sercu owego boru stała niewielka, podupadająca, drewniana chatka. Mieszkała w niej samotna, młoda kobieta, której imię zostało przez wieki zapomniane. Ten dzień, w którym splotły się ze sobą nici przeznaczenia dwóch Istnień, rozpoczął się zupełnie zwyczajnie. Kobieta wstała o świcie i udała się na poszukiwanie grzybów i jagód. Jej zbiory stanowiło zaledwie kilka podgniłych podgrzybków. Tak już było od wielu miesięcy, odkąd z nieznanych przyczyn las przestał wykarmiać jego mieszkańców. Z powodu braku pożywienia, prawie wszystkie zwierzęta opuściły okoliczne tereny. Ona też powinna była to zrobić, już dawno temu, kiedy żył jeszcze jej brat. Kochała jednak ten las i wierzyła, że odrodzi się w nim życie. Wracając do chatki, zatrzymała się na polanie, na której kilka miesięcy wcześniej pochowała brata. Zabiła go choroba, z którą wycieńczony głodem organizm nie miał siły walczyć. Kobieta usiadła przy jego grobie, spoglądając na niego pełnym smutku wzrokiem. Sama też już była na skraju śmierci głodowej i czuła, że niedługo dołączy do swojej rodziny. Dźwięk łamanych gałęzi wyrwał ją z przykrych rozmyślań. Mógł oznaczać tylko jedno- zwierzynę. Mimo wyczerpania, jej organizm zmobilizował się i dodał jej sił. Napięła cięciwę łuku i wystrzeliła. Wycie ranionego wilka powiedziało jej, że nie spudłowała. Podążyła za nim.
            Wystarczyło kilkadziesiąt kroków, by dotarła na miejsce. Wilk leżał pod ogromnym dębem i lizał ranę. Kiedy, wyciągnąwszy z kieszeni nóż podeszła bliżej, spojrzał na nią. Zrozumiała wtedy, że to nie jest zwykły wilk. Jego oczy wyrażały całą gamę uczuć, od bólu do miłości, a także rozpaczliwe pragnienie przeżycia. Wyglądały, jak oczy jej brata, kiedy umierał. Mimo głodu, nie była w stanie zabić wilka. Schowała nóż do kieszeni i odeszła do swojej chaty.
            Kilka godzin później, kiedy ostatnie promienie zachodzącego słońca schowały się za horyzontem, usłyszała pukanie do drzwi. Otworzywszy je ujrzała przed sobą wilka otoczonego złotą poświatą. Choć nie był ranny, wiedziała, iż to jest ten sam wilk, którego oszczędziła. Lekko przestraszona cofnęła się o krok.
-Nie obawiaj się mnie, Ludzka Istoto.- wilk odezwał się ludzkim głosem.-Jestem Canis, Boski Prawilk.
Kobieta spojrzała na niego pytająco.
-Każde Istnienie- kontynuował.- Nawet najmniejsze, ma swoją Boską Praistotę, a ja jestem nią dla wilków. Raz w roku, na okres od wschodu do zachodu słońca wszystkie Praistoty przyjmują śmiertelną formę, by przekazać swojemu Istnieniu siłę życiową. To jedyny czas, kiedy możemy umrzeć. I to właśnie spotkałoby mnie dzisiaj, gdybyś nie darowała mi życia. Zgodnie z Odwiecznym Prawem, taka ofiara od przedstawiciela innego Istnienia musi zostać wynagrodzona. Dlatego spełnię dziś twoje jedno, dowolne życzenie.
            W pierwszej chwili chciała poprosić o zapasy jedzenia, by zaspokoić swój głód. Zrozumiała jednak, że to tylko na krótki okres poprawiłoby jej sytuację, potem znów przyszłoby jej głodować. Mogłaby też poprosić, by las znów zaczął dawać pożywienie, ale kolejna susza zniszczyłaby jego plony. Nie, jej nagroda była czymś zbyt wyjątkowym, by marnować ją na chwilowe zaspokojenie głodu. Mogła natomiast zaspokoić inną potrzebę, znacznie głębszą i silniejszą- pragnienie miłości.
-Chciałabym, aby Nasze Istnienia na wieki połączyła przyjaźń, czystsza i głębsza niż ta, która zdarza się w obrębie jednego Istnienia.- zażyczyła sobie.
Prawilk spojrzał na nią ze zdziwieniem, lecz i z podziwem. Nie spodziewał się tak głębokiego życzenia po Ludzkiej Istocie.
-Zaskoczyłaś mnie, Ludzka Istoto. Spodziewałem się, że zapragniesz dostatku, pożywienia, a nawet tego, że będziesz chciała złamać Prawo Życia i Śmierci i poprosisz o ożywienie kogoś bliskiego. – powiedział.- Tymczasem twoje życzenie jest piękne i wyjątkowe. Spełnienie go całkowicie zmieni bieg historii. Ponad moją moc jest zgadywać, czy na lepsze. Dlatego, nim je spełnię, chciałbym byśmy spojrzeli w przyszłość, by zobaczyć, jakie ono przyniesie skutki.
Kobieta skinęła głową i po chwili była już w innym miejscu i innym czasie. Przed oczami przesuwały jej się obrazy wielu nieznanych zwierząt, które jednak łączyło pewne podobieństwo.
-To psy, potomkowie wilków, Istnienie powołane by zawrzeć przyjaźń z ludźmi- wyjaśnił jej Canis. -Będą one różnić się między sobą wyglądem i rozmiarem, że czasami trudno będzie dostrzec podobieństwo do przodków. Wszystko po to, by sprostać potrzebom ludzi i pomagać im w różnych czynnościach. Zobaczmy teraz, jaka przyjaźń połączy oba Istnienia.
            Na początku ujrzeli małego pieska otoczonego przez grupkę młodych ludzi. Był chudy, trząsł się, a jego oczy skrywały ogromny ból i przerażenie. Całą swoją postawą błagał o litość, ale to nic nie pomogło. Ludzie zaczęli go bić i kopać, a ich śmiechy wkrótce zagłuszyło wycie ofiary. Wreszcie umilkło, a grupka rozeszła się pozostawiając zakrwawione ciało, z którego uszło życie.
            Następnie zobaczyli wielki dom z podwórzem. Stała na nim rozpadająca się buda, do której, na bardzo krótkim łańcuchu, przywiązany był duży, wychudzony pies. Trząsł się z zimna i głodu, ale nie dostał nawet miski z wodą. A w domu ludzie jedli, pili i bawili się w najlepsze.
            Las, który teraz oglądali był, w porównaniu do ciemnego boru, w którym mieszkała, niezwykle piękny i pełen życia. Ale nie dla małego pieska, przywiązanego sznurkiem do drzewa. Dla niego był miejscem śmierci. Resztką sił podniósł się i spojrzał przed siebie z nadzieją na cud. W okolicy nie było jednak nikogo, kto mógłby go uwolnić. Piesek bezwładnie opadł na ziemie.
            Kolejne obrazy z przyszłości ukazały jeszcze więcej cierpienia. Widzieli samotne ,przemoczone psy, wędrujące kamiennymi drogami, kraty, zza których wystawały smutne pyszczki a także stłoczone w kartonowych pudłach popiskujące szczeniaki. Wszystkie te sceny łączył jeden element- błagalny wyraz psich oczu, proszący o choć odrobinę miłości.
-Nie, to nie może tak się skończyć- drżącym głosem wyszeptała kobieta. W jej oczach lśniły łzy. –Przecież to miała być piękna przyjaźń.
-Ja odpowiadam tylko za Swoje Istnienie –odpowiedział jej Prawilk. -Potomkowie wilków będą zawsze, niezależnie od sytuacji najwierniejszymi przyjaciółmi. Ale Ludzkich Istot do przyjaźni zmusić nie mogę.
-W takim razie nie mogę Wam tego zrobić. Odwołuję życzenie.
-Zaczekaj, widziałaś tylko złe strony tej przyjaźni. Spójrzmy teraz na te dobre.
            I znów zobaczyli obrazy z przyszłości. Tym razem były to sceny pięknej przyjaźni. Psy towarzyszyły ludziom przez wieki, dając im swoją miłość, którą oni odwzajemniali.Tych scen było nieskończenie wiele, znacznie więcej, niż obrazów psiego cierpienia.
            Widzieli szereg niezwykłych sytuacji, w których psy narażając życie ratowały ludzi, a ludzie mimo głodu dzielili się ze swoimi psami ostatnimi zapasami jedzenia. Ale prawdziwa przyjaźń dawała o sobie znać przede wszystkim w codziennym życiu. Każdego dnia w każdej chwili spędzonej razem pies i człowiek wzajemnie okazywali sobie miłość i wsparcie. Poprzez radosne witanie po powrocie człowieka do domu, spacery i wspólne zabawy, głaskanie i przytulanie, a także fakt, że po prostu byli obok siebie.
            I wreszcie ujrzeli ostatni akt miłości między człowiekiem i psem. Obrazy pożegnania. Pies umierał, a człowiek we łzach towarzyszył mu do końca. Czasami nawet, widząc, że poza bólem nic już jego towarzysza nie czeka, sam cierpiąc, pomagał mu odejść. A potem były długie godziny samotności i tęsknoty. I nadzieja, że jeszcze kiedyś znów się spotkają.
            Wrócili do chaty. Kobieta miała łzy w oczach. Chciała coś powiedzieć, ale Canis jej przerwał.
-To jeszcze nie wszystko- powiedział. -Zobaczmy teraz historię przyjaźni między psem a osobą z twojego rodu.
-To niemożliwe- zaprzeczyła kobieta. –Żyję samotnie w lesie, najbliżsi ludzie mieszkają wiele dni drogi od mojej chaty, jakże więc mogłabym mieć potomków?
-Nie minie wiele czasu, kiedy okoliczny las znów będzie mógł wykarmić wiele istot.- przepowiedział Prawilk. –Coś, być może nawet przyjaźń między dwoma Istnieniami, ponownie tchnie w niego życie. Przestaniesz głodować, a w miejsce twego zamieszkania przybędą ludzie i stworzą osadę. Będziesz więc miała sposobność połączyć się z mężczyzną i urodzić dzieci.
-Zatem obejrzyjmy, jak potoczą się losy przyjaźni mojego potomka i psa. –poprosiła. I znów przenieśli się w przyszłość.
             Mężczyzna wniósł do domu małego, trzęsącego się pieska. Na dworze panował przenikający do szpiku kości ziąb, wywołany padającym od wielu godzin lodowatym deszczem. Kiedy mężczyzna postawił psinę na podłodze, ta zaczęła się witać ze wszystkimi domownikami. Ludzkie dzieci, uszczęśliwione, głaskały maleństwo.
-Mamo, czy sunia z nami zostanie?- padło pełne nadziei pytanie.
-Jeśli nie znajdzie się właściciel…
            -Skoro psina z nami zostanie, powinniśmy nadać jej imię- zapowiedziała matka. –Jakieś propozycje?
Wszyscy zaczęli podawać różne możliwe imiona, ale żadne nie znalazło akceptacji całej rodziny. Aż wreszcie…
-Może Lady, tak jak w „Zakochanym kundlu”- zaproponowała dziewczynka.
Sunia radośnie zamerdała ogonem.
            Dziewczynka wróciła ze szkoły zalana łzami. Kiedy tylko weszła do mieszkania, Lady natychmiast zaczęła na nią skakać i lizać po dłoniach. Dziewczynka uśmiechnęła się przez łzy i czule pogłaskała psinę.
            Cała rodzina, razem z psem wypoczywała nad jeziorem.
-Ciekawe, czy Lady będzie chciała pływać…- zainteresowała się dziewczynka i odpięła smycz.
To był moment. Lady jak długa pomknęła w stronę jeziora i wskoczyła do wody. Szczęśliwa pływała blisko brzegu, dopóki się nie zmęczyła. Wtedy wróciła do swojej rodziny na koc i otrzepała się, ochlapując ich przy tym wodą. A oni tylko uśmiechnęli się.
-Chodź, porzucam ci patyk do wody- zaproponowała dziewczynka. Lady szczeknęła radośnie w odpowiedzi.
            -No dalej, Lady, pokażemy im wszystkim, co potrafisz –dziewczynka podniosła rękę, w której trzymała smakołyk. Lady stanęła na dwóch łapach i zaczęła obracać się wokół własnej osi. Potem, wciąż na dwóch łapach, przeszła kilkanaście metrów przy nodze dziewczynki.
-Pięknie!- pochwaliła ją dziewczynka, podając jej smakołyk.- Zwycięstwo należy do nas.
             Lady wróciła do domu razem z mężczyzną. Była cała mokra, ponieważ na zewnątrz strasznie lało. Natychmiast po powrocie wskoczyła na łóżko dziewczynki i położyła się na poduszce. Dziewczynka spojrzała na brudne ślady na pościeli.
-No cóż, trzeba będzie uprać.- to powiedziawszy przytuliła się do psiny.
            Późny wieczór. Dziewczyna wróciła do domu. Nikt jej nie przywitał. W mieszkaniu wszyscy płakali. Powiedzieli, że Lady uciekła podczas spaceru.
-Musimy jej szukać- odpowiedziała dziewczyna przez łzy.
I wszyscy poszli. Chodzili po okolicy nawołując psinę. Nie czuli nawet zimna, choć było wiele stopni mrozu. Chcieli tylko odnaleźć ukochanego psa.
-Wiem, że kiedyś odejdzie, ale nie w ten sposób…nie tak…- modliła się dziewczyna.
I wreszcie odnaleźli Lady. A wtedy znów popłynęły łzy, ale tym razem były to łzy szczęścia.
            Dziewczyna prowadziła psa na smyczy. A raczej Lady prowadziła ją. Choć nie była już młoda, z wielką siłą ciągnęła smycz, byle jak najszybciej znaleźć się na plaży. A kiedy tam dotarła, natychmiast pobiegła do wody. Bawiła się na falach jak młody pies. Dziewczyna znalazła patyk i rzuciła go do wody. Merdając wesoło ogonem, Lady popłynęła za nim.
            I wreszcie ostatnia odsłona. Obce miejsce, obcy pokój. Dziewczyna leżała zapłakana na łóżku.
-Dlaczego?- powtarzała do siebie nieustannie. -Dlaczego tak nagle odeszłaś? Przepraszam, że nie było mnie przy Tobie. Gdybym wiedziała… W końcu zapadła w sen, w trakcie którego jej ustach zakwitł lekki uśmiech. Gdy się obudziła, szepnęła do siebie:
-Dziękuję, że odwiedziłaś mnie we śnie. Teraz już wiem, że choć odeszłaś, do końca życia będziesz przy mnie. Nigdy cię nie zapomnę. Kiedyś i ja przekroczę Tęczowy Most. A wtedy będziemy razem już na zawsze…
              Wizje z przyszłości zniknęły. Znów byli w chatce w lesie.
-To było piękne- podsumowała wzruszona kobieta. –Ale też bardzo smutne...Dlaczego psy będą odchodzić przed ludźmi, przez co będziemy cierpieć ból rozstania?
-Cóż, to jest cena, jaką wasze Istnienie będzie musiało zapłacić za tę przyjaźń.- odpowiedział jej Canis.- Stanie się tak, ponieważ psy będą odrębnym Istnieniem, które jednak nie zostanie powołane przez Stworzyciela, tylko przeze mnie. A ja nie mam mocy, by dać im Boską Praistotę. Bez niej będą mogły czerpać siłę życiową tylko pośrednio od Praistoty Istnienia najbardziej z nimi związanego, czyli od Praczłowieka. Ale w ten sposób otrzymają jej znacznie mniej, niż otrzymaliby je od własnej Praistoty, stąd ich czas życia będzie o wiele krótszy od ludzkiego.
-Zaiste wysoka to cena-oceniła kobieta. –Ale warto ją zapłacić.
-Więc spełnię twoje życzenie –zadeklarował Canis.
-Mimo bólu, jaki człowiek zada potomkom Twojego Istnienia?
-Ludzie zapłacą swoją cenę, a psy swoją. Lecz tak wiele miłości, którą ujrzeliśmy w obrazach z przyszłości z nawiązką rekompensuje cierpienie, jakiego przyjdzie im zaznać.- odpowiedział Prawilk. –Co więcej, ta przyjaźń jest tak piękna, że sam chciałbym ją przeżyć. Dlatego oddam swoją nieśmiertelność i zostanę z tobą jako Pierwszy Pies Przyjaciel. Moi potomkowie będą odtąd przyjaciółmi dla Istot Ludzkich. Na wieki.
-Warto rezygnować z boskości?- zdziwiła się kobieta. –Możesz przecież wyznaczyć innego wilka do tego zadania.
-Po tym, co zobaczyłem, wiem, że warto- odpowiedział Canis z pełnym przekonaniem. I wtedy zniknęła otaczająca go złota poświata,a on stał się Pierwszym Psem Przyjacielem.

Takie właśnie były początki niezwykłej przyjaźni między dwoma Istnieniami.
TĘCZOWY MOST I URATOWANE ZWIERZĘTA

Tego dnia, inaczej niż zazwyczaj przy Tęczowym Moście, ranek budził się chłodny i pochmurny, wilgotny jak moczar i ponury jak smutek. Nikt z niedawno przybyłych nie wiedział, co o tym sądzić, bo nigdy przedtem nie widzieli tutaj takiego dnia. Ale zwierzęta, które czekały tu na swojego człowieka wystarczająco długo, dobrze wiedziały, co się dzieje i zaczęły zbierać się na ścieżce prowadzącej do Tęczowego Mostu, żeby dobrze widzieć. Za chwilę oczom ich ukazał się pies-staruszek ze spuszczoną nisko głową i zwisającym bezwładnie ogonem.

Zwierzęta, które przebywały tutaj już jakiś czas, od razu wiedziały, jaki los spotkał biedaczka, gdyż nazbyt często dane im było widywać podobnych nieszczęśników. Staruszek podszedł wolno, a w jego oczach malował się ból, chociaż na jego ciele nie widać było żadnych ran ani choroby. Inaczej niż pozostałym zwierzętom czekającym przy Tęczowym Moście, jemu nie została przywrócona młodość ani zdrowie. Kiedy tak szedł w stronę Mostu, patrzył na przyglądające mu się inne zwierzęta. Wiedział, że nie pasuje do nich i że im prędzej przejdzie na drugą stronę, tym szybciej będzie szczęśliwy. Ale niestety, kiedy dotarł do Mostu, drogę zastąpił mu Anioł, który przepraszając oznajmił mu, że nie będzie mógł przejść.

Przez Tęczowy Most mogą przejść tylko te zwierzęta, które przyjdą tam ze swoim własnym człowiekiem. Nie mając się gdzie podziać, staruszek zawrócił i powlókł się w kierunku łąki nieopodal Mostu. Ujrzał tam grupkę zwierząt takich jak on sam – starych i zniedołężniałych. Nie bawiły się ze sobą, lecz leżały tylko w milczeniu na trawie, ze smutkiem wpatrując się w ścieżkę wiodącą do Mostu. Dołączył więc do nich, patrząc na ścieżkę i czekając.

Jedno z niedawno przybyłych tu zwierząt, nie rozumiejąc, co się stało, poprosiło inne, które przebywało tutaj już jakiś czas, o wyjaśnienie zagadkowej sytuacji. „Widzisz, ten biedaczek to uratowany zwierzak. Zabrali go do przytuliska w takim stanie, jak go widzisz teraz i tam umarł posiwiały, z zamglonym wzrokiem. Nigdy nie opuścił przytuliska i odszedł z tamtego świata kochany tylko przez swojego wybawcę. Ponieważ nie miał żadnej rodziny, którą mógł obdarzyć miłością, nie ma nikogo, kto przeprowadziłby go przez Most.”

Niedawny przybysz pomyślał chwilę, a potem zapytał: „To co z nim teraz będzie?”. I kiedy już miał usłyszeć odpowiedź, chmury nagle rozproszyły się, a mrok ustąpił. Do Tęczowego Mostu zbliżał się samotny człowiek, a wśród starszych zwierząt zapanowało poruszenie. Nagle całą ich grupkę otoczył złoty blask i znów były młode i zdrowe, jak za swoich najlepszych lat. „Patrz teraz”, powiedziało drugie zwierzę. Niektóre z przyglądających się dotąd zwierząt podeszły do ścieżki, kłaniając się nisko zbliżającemu się człowiekowi. A człowiek zatrzymywał się przy każdym pochylonym przed nim zwierzęciu, głaszcząc go po głowie i drapiąc za uszami. Zwierzęta, które dopiero co odzyskały młody wygląd, ustawiły się rzędem i podążały za nim w stronę Mostu. A potem wszyscy razem przeszli przez Tęczowy Most. „Co się stało?”, zapytał nowo przybyły. “To był wybawca. Zwierzęta, które z szacunkiem chyliły przed nim głowy, to te, które dzięki niemu znalazły nowe domy. One przejdą przed Most, gdy dołączą do nich ich rodziny. Te, które widziałeś, jak odzyskują młodość, to zwierzęta, które nigdy nie znalazły domów. Kiedy przybywa wybawca, wolno mu ostatni raz dokonać aktu wybawienia i przeprowadzić przez Tęczowy Most zwierzęta, dla których nie udało mu się znaleźć domu na ziemi”.
„Podobają mi się ci wybawcy”, powiedziało pierwsze zwierzę.
„Bogu też się podobają”, usłyszał w odpowiedzi.

JEDNI MAJĄ SWOJE ŻYCIE, INNI MAJĄ ZWIERZĘTA.
TERAZ I ZAWSZE
Parę lat temu, kiedy szukałam dla naszej rodziny jakiegoś niewielkiego psa, skontaktowałam się z lokalnym oddziałem SPCA (Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt), skąd dostałam nazwisko pewnej kobiety, która opiekowała się jako wolontariuszka uratowanymi maltańczykami. Zadzwoniłam do niej, po czym razem z mężem do niej pojechaliśmy. Kiedy się rozglądałam po jej domu, spostrzegłam słodkiego maltańczyka. Pies wabił się Casper. Mąż i ja postanowiliśmy go przygarnąć.

Jego tymczasowa opiekunka spytała wówczas, czy jest jakaś szansa na to, żebyśmy pokochali także towarzysza Caspera, Kato. Powiedziała nam, że oba psy, które dotąd miały tylko siebie nawzajem, zostały niedawno uratowane z „fabryki szczeniąt”, gdzie spędziły pierwsze siedem lat swojego życia. Kiedy SPCA zamknęło hodowlę i przejęło wszystkie psiaki, Kato i Casper trafiły do niej na okres przejściowy.

Wspomniała, że gdy ujrzała pieski po raz pierwszy, ich sierść była w tak okropnym stanie, że wcale nie wyglądały na maltańczyki. Były brunatne od brudu, włos na nogach kleił się im do brzuchów, a łapki miały całe opuchnięte i obolałe od dreptania po podłodze z drucianej siatki w klatce. Przez siedem lat jedyny kontakt z ludźmi miały wyłącznie wtedy, gdy rzucano im jedzenie albo przekładano je do innej klatki, żeby pokryły suczkę. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, mówiła, że rodzice uroczych małych szczeniątek w oknach wystawowych wielu sklepów ze zwierzętami cierpią i są zaniedbywani.

Słysząc to, przyjrzałam się Kato. On jest taki brzydki- pomyślałam. - Nawet nie jest specjalnie przyjazny. Kiedyśmy mu się przyglądali, powarkiwał i mruczał. No ale że serce mam miękkie, zgodziłam się zabrać i Kato. W drodze do domu martwiliśmy się z mężem. Może wzięliśmy sobie na głowę zbyt wiele. Nigdy nie mieliśmy psów, które przez tak długi czas były źle traktowane.

Pierwszy dzień w naszym domu był dla psiaków bardzo trudny. Ludzie budzili w nich wyłącznie strach. Trzymały się razem i chowały po kątach albo pod stołami. Aby jakoś zaznaczyć nowy rozdział w ich życiu, nadaliśmy im nowe imiona: Casper został Thomasem, a Kato Timothym.

I tak upływały kolejne dni, tygodnie i miesiące. Z czasem Thomas stawał się coraz bardzie przyjazny i nawet merdał ogonem, kiedy do niego mówiliśmy, lecz Timothy wciąż unikał kontaktu wzrokowego. Na dźwięk naszych głosów wciskał się pod tylną ścianę klatki – tam w plastikowej klatce, w jakiej zwykle przewozi się psy, czuł się najbezpieczniej. Nawet gdy jej drzwiczki były otwarte, wolał większość dnia spędzać w środku, a opuszczał ją tylko, gdy delikatnie wyciągaliśmy go na spacer. Za każdym razem, gdy po niego sięgałam, przewracał się na grzbiet, skomląc. Pewnego dnia spostrzegłam, że jego oczy pokrywa szara mgiełka, jakby błona fotograficzna. Weterynarz powiedział, ze coś takiego zdarza się u psów żyjących w ciągłym strachu. Wycofują się w ten sposób, by zebrać siły na przeżycie kolejnych dni.

Aby pomóc Timothy’emu, zrobiłam wszystko, co tylko byłam w stanie wymyślić, lecz postępy były niewielkie. Godzinami przesiadywał z tyłu klatki ze zwieszoną głową. Nie poddawałam się jednak. Kiedy w domu zalegała cisza, siadałam na podłodze i mówiłam do niego, lecz Timothy nie chciał nawet na mnie spojrzeć. Patrzył w zupełnie inną stronę. Któregoś dnia, kiedy tak siedziałam przy nim i przypatrywałam się, jak cierpi w milczeniu, pomyślałam sobie, przez co przeszedł – o głodzie, samotności, złym traktowaniu – i zaczęłam płakać. Serce pękało mi z bólu, więc powiedziałam mu, jak bardzo przepraszam go za całe cierpienie, jakiego przysporzyli mu ludzie. Moje myśli przepełniały nieszczęście i strach, jakie znosił przez wszystkie te lata.

Łzy płynęły mi po policzkach, gdy nagle poczułam na ręce delikatny dotyk. Oczyma pełnymi łez zobaczyłam Timothy’ego. Wyszedł z kąta klatki, by usiąść obok mnie, i zlizywał łzy, które mi spadły na rękę. Po cichu, by go nie przestraszyć, powiedziałam mu, ze go kocham. Obiecałam, ze zawsze będę go kochać i że już nigdy nikt go nie skrzywdzi. I kiedy tak szeptałam, że zawsze będzie miał ciepły kąt, jedzenie i będzie bezpieczny, Timothy przybliżył się do mnie. Przypomniał mi się wtedy fragment Biblii: Miłość łaskawa jest; nie pamięta złego, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. „Miłość nigdy nie ustaje”. Znaczenie tych słów stało się jasne, kiedy patrzyłam na tego małego psa, który otworzył przede mną swoje serce, pomimo że tyle przeszedł.

Dziś jestem nadal jedyną osobą, której Timothy całkowicie ufa. Łączy nas bardzo szczególna więź. Kiedy wołam jego imię, kręci się w kółko zachwycony i poszczekuje, merdając ogonem z szaleńczej radości. Gdy siadam, wdrapuję się w moje ramiona i liże mnie po twarzy. I tak jak mu obiecałam, trzymam go, delikatnie tulę i powtarzam mu, że go kocham – teraz i zawsze.
Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW